O c z a m i d z i e c k a
Zabrali ojca do pokoju
Z oparami zgniłymi
Zabrali popychając żelastwem.
Kasieńkę związali sznurem
Aż jej ciurkiem czerwony sok
Z rączek kapał na sukienkę.
Wrzucili do domku z kominem
Gdzie dym tańczy z wiatrem.
Mamo, dlaczego ta pani leży
Na ziemi, a ci panowie plują na nią?
Wszędzie druty gniewnie najeżone,
Cichy placz słychać.
Ktoś upadł bezwładnie szepcząc
Zdrowaśkę resztkami sił.
Ci panowie idą tu - do nas,
Mamusiu, ja cię obronię.
Nagle huk koło ucha zadźwięczał
I śmiech szyderczy zapanował.
Matulu, oczy masz otwarte,
Twarz bieluśką jak śnieg,
Zimne dłonie - przyjmij kurteczkę.
Na czole plamę czerwoną,
Spływającą między oczami
Aż do sinych twych warg.
Mamo, wstań - nie pora na sen.
Klęknę przy tobie, ucałuję,
Rączki złożę i cichutko
Zdławionym głosem,
Spękanymi ustami wyszeptam :
Zdrowaś Maryjo...
Bierzcie panowie i mnie
- Już nie płaczę.